Pluszowi narodowcy

Raz do roku na Święto Niepodległości do Warszawy zjeżdża cyrk. Są śmieszne małpy, zwinne foki i groźne tygrysy. Wszyscy wykonują akrobacje, tarzają się w piachu, przepychają, a publika z całego kraju śmieje się i klaszcze. A kto jest na miejscu, ten może nawet przejechać kijem po kratach, żeby małpę zdenerwować. Że ta kogoś opluje, że pogryzie, mniejsza, to wciąż fajna zabawa. I bilety można sprzedać.

W taki właśnie cyrk zamienił się Marsz Niepodległości. Media czekają głównie na kolejne rozróby, na płonące wozy transmisyjne, szturmowane ambasady, latający bruk i gwałcone drzewka. Tym razem tego zabrakło, nieco gazu, siniaków i rac nie zaspokoiło emocji gawiedzi. Narodowcy konsekwentnie sprzedają narrację rodzin z dziećmi maszerujących pod biało-czerwoną. O tak, jak w tym przykładowym komentarzu Anonimowego Internauty. Czytaj dalej

Kaczyński, oddawaj Polskę

Scena 1.

Gabinet pogrążony w inteligenckim półcieniu. Biblioteczka, fortepian czy tam pianino, imbryk tudzież samowar.

I on, mąż stanu.

„Bracia Polacy” – zaczął.

Bo jesteśmy braćmi.

„Proponujemy rząd spokoju, pokoju i wielkiego projektu” – mówił.

Bo Polska to wielki kraj.

„Zemsty nie będzie, osobistych motywów nie będzie, musimy się ich wyzbyć, ale to nie oznacza żadnej abolicji, ani amnestii, wszystko będzie rozliczone, cała prawda będzie pokazana” – ostrzegł.

Bo sprawiedliwość musi być. Czytaj dalej

Heil Kukiz

Z kronikarskiego obowiązku rzecz o wyborach. Kogo się bać, kogo się nie bać i o kogo się obawiać.

1. PiS-u bać się nie należy. Jak przewrotnie zauważył Ash, Polska widziała już gorsze rzeczy. Nie spodziewałbym się nawet powtórki z IV RP, bo Kaczyński troszkę się unowocześnił i wszystko będzie upudrowane pijarowo. Innymi słowy – nie będzie widać siniaków. A to już coś.

Nie wierzę zresztą, by Kaczyński zepsuł cokolwiek tak bardzo, by nie dało się tego naprawić. Krasowski może zbyt dramatyzuje, że od polityków nic nie zależy i są papierowymi łódkami targanymi globalnymi procesami ekonomicznymi. Na pewno jednak buty władzy są dla nawiedzonych polityków na tyle ciasne, że biegać się w nich nie da. Co najwyżej kuśtykać.

Potraktujmy więc te cztery lata jak czyściec, naszą Canossę. Tak naprawdę tylko rządy prawicy mogą stworzyć jakikolwiek grunt dla budowy lewicy w tym kraju. Czytaj dalej

Nie będę płakał po Polsce

Sondaże mówią, że może być ciekawie. W niedzielę powiemy to my.

Jeśli do Sejmu dostanie się sześć czy siedem komitetów, beton zacznie kruszeć. Warunek jest zasadniczo jeden – by wśród tych, którzy przekroczą próg, znalazły się ideowe siły zarówno z lewa, jak i z prawa. Wówczas za setkami zblazowanych posłów PO i PiS pojawi się kilka brzęczących much. Jedne będą liberalne, inne wręcz libertyńskie czy nacjonalistyczne, jeszcze inne lewicowe. Ale będą miały jakieś poglądy. Wówczas starzy gracze będą musieli zająć stanowisko. Jeśli tego nie zrobią, jeśli będą się dalej kompromitować jak w ostatnich miesiąch, najpewniej zostaną zepchnięci ze sceny.

W tej kampanii były momenty prawdziwej dyskusji. I nie brały w nich udziału ani PO, ani PiS. Na obrzeżu, na marginesie tej kampanii ścierali się ultrakonserwatyści Korwina, liberałowie Petru i lewicowcy Zandbergów. Jakże byłoby ożywcze, gdyby ta dyskusja przeniosła się do Sejmu. Że wejdą tam prawicowe oszołomy? A niech mnie, cóż szkodzi? Nadzieją dla prawdziwej lewicy w Polsce jest walka z ideową prawicą, a nie zjełczałym budyniem z POPiS-u, w którym można tylko ugrząźć. Czytaj dalej

Adrian Zandberg Superstar

Medialne szaleństwo wokół Adriana Zandberga to kolejny dowód na to, że kapitaliści kiedyś sami sprzedadzą sznurek, na którym zawisną.

zandbergis

Entuzjastyczne opinie po występie Zandberga w debacie były dla mnie w pierwszej chwili zdumiewające. Obwołano go charyzmatycznym liderem nowej lewicy, ba, „smokiem” który przyszedł splądrować popisowskie wioski. Jak to się stało?

Oglądając debatę nie miałem wrażenia, by Zandberg wymiatał. Raczej robił swoje. Był rzeczowy do bólu, pokazywał, że jest z innego folwarku niż starzy politykierzy, ale i umiejętnie omijał rafy ideologicznego zacietrzewienia. Nie wyszedł na radykała, nawet mi tego radykalizmu gdzieś brakowało, ale przynajmniej uniknął zabójczej łatki komunisty, o którą w dzisiejszych realiach nietrudno.

I to wszystko wystarczyło, by zostać gwiazdą. Bo media tej gwiazdy po prostu potrzebowały. Czytaj dalej